Piotrek
z nudów krążył naokoło sporego podwórka. Wspominał czasy, gdy
przed laty na takich właśnie placach, otoczonych kamienicami bawiły
się dzieci, a młodzież przesiadywała na klatkach schodowych i
grała w karty, albo państwa i miasta. Teraz w miejscu, w którym
przebywał nie było żywej duszy. Spojrzał po oknach, w kilku z
nich było widoczne światło. Doszedł do wniosku, że pewnie
dzieciaki siedzą w domach, przed laptopami i telewizorami, albo z
tabletami w dłoniach. Wiedział, że świat zmierza do przodu, nie
był tylko pewnym, czy ten świat idzie w dobrym kierunku. Jego
samego przerażało takie zjawisko, gdy obserwował jak takie maluchy
nie umieją nawiązywać relacji opartych na przyjaźni i wspólnym
bieganiu za piłką lub chodzeniu samotnie na pobliskie place zabaw.
Pocieszał się, że za jego czasów było inaczej, i że on ma takie
wspomnienia z dzieciństwa, jak przeskakiwanie przez płot i kradzież
jabłek, oraz śliwek z sadu sąsiada. Właściwie to o tym
wspomnieniu nawet jakby chciał zapomnieć, to by nie potrafił, bo
skutecznym przypomnieniem była blizna na podbródku, którą
dostrzegał przy każdym goleniu. Efekt upadku z drzewa i zdarcia
skóry o chropowatą korę. Pamiętał, że sąsiad przyprowadził go
wtedy do babci ciągnąc za umorusane ubranie, a ta łapała się za
głowę i ze zdziwioną, a trochę też surową miną, głosiła:
skaranie boskie z tym dzieciakiem. On w tamtych czasach wcale
nie uważał, że był jakimś skaraniem boskim. Co prawda rodzice go
nie chcieli i wydawało mu się, że niewiele dla nich znaczył,
skoro ograniczyli się jedynie do powołania go na świat i nadania
mu imienia, a potem oddali babci na wychowanie, rzadko odwiedzali i
woleli pić w czterech ścianach niż zabierać go choćby na krótkie
spacery. Babcia jednak go kochała i przelała na niego całą swoją
miłość, zwłaszcza, gdy jej lepszy syn zginął w wypadku
samochodowym, a ten gorszy zapił się na śmierć. Wtedy został jej
tylko wnuczek, tylko Piotruś, który mając nie więcej niż
dziesięć lat, był już uznawany przez całą wieś, a także kilka
pobliskich, za uśmiechniętego, uroczego, uśmiechniętego od ucha
do ucha nicponia. Ksywka Nicpoń bardzo mu się w tamtych czasach
podobała, była niczym order i to dzięki niej był sławny wśród
rówieśników i nauczycieli, także tych nowych, którzy dopiero
przychodzili do pracy. Jego sposób bycia, zachowanie i gadulstwo,
sprawiało iż był zapamiętywany przez wszystkich już pierwszego
dnia. W końcu jednak i on zrobił coś czego babcia nie potrafiła
mu wybaczyć i wcale nie było to wczesne rodzicielstwo, dzielone na
spółkę z rówieśniczką – córką tego pana, któremu lata
wcześniej okradał sad wraz z kolegami.
–
Czemu
tak krążysz zamiast wejść na górę? – zapytała Sandra, zaraz
po zaparkowaniu i otworzeniu drzwi swojego, totalnie już
zmasakrowanego Punto. – Przecież masz kluczę – przypomniała
trzaskając drzwiami i to dwukrotnie, bo za pierwszym zamek nie
zatrybił.
–
Nie
lubię być sam w cudzym mieszkaniu – odpowiedział i od razu
przejął od niej dużą, materiałową torbę z logiem jednego z
marketów.
–
Nie
byłbyś sam. Mój syneczek jest na górze – przypomniała. – Mam
też córeczkę, od wczoraj.
–
Córeczkę?
– zapytał szeptem.
Brunetka
go nie usłyszała. Otworzyła przed nim drzwi klatki schodowej i
wskazała by szedł pierwszy.
–
Pozwól
mojemu feminizmowi coś znaczyć – syknęła, by zachęcić go do
przekroczenia progu.
–
Skoro
sprawię ci tym przyjemność. – Uśmiechnął się mało
wyraziście i skierował swoje kroki na trzecie piętro.
Stanął
przed drzwiami z przyklejoną fototapetą, we wzór dwóch rzędów
drzew i ze ścieżką pokrytą jesiennymi, złotymi liśćmi. Obrazek
miał głębie i optycznie dawał wrażenie jakby można było w
niego wejść – przynajmniej tak Piotr o nim pomyślał i wtedy
Sandra jakby czytała mu w myślach rzuciła:
–
Sąsiadki
wnuk jak się naładował dopalaczami, to rozbił sobie nos, bo
chciał iść do lasu.
Szmit
mimo woli się zaśmiał, choć temat uzależnionej młodzieży nie
należał do jego ulubionych i uważał go za martwy krąg – gdyby
nikt nie brał, nie byłoby nikogo, kto by sprzedawał i gdyby nikt
nie sprzedawał, to nie byłoby nikogo, kto by to brał. On określał
to systemem samonapędzającej się śmierci, bo dilerzy też
przecież umierali, w walkach o terytorium, z przedawkowania, lub
pobici na śmierć przez uzależnionych, którzy chcieli od nich
towar, a nie mieli czym za niego zapłacić. Jakkolwiek by na to nie
patrzył po równi było mu szkoda jednych i drugich – pierwszych
bo musieli sobie sztucznie poprawiać humor i nie umieli znaleźć
bardziej pożytecznego zajęcia na spędzenie wolnego czasu, a tych
drugich bo byli najwidoczniej za mało ambitni lub za mało wytrwali,
by znaleźć lepszy i przede wszystkim inny sposób na zarobienie
pieniędzy, albo byli po prostu materialistami i kilka tysięcy
polskich złotych na miesiąc, było dla nich ważniejsze, od setki
żyć ludzi, takich samych przecież jak oni. Dla niego handlujący
tym gównem byli na równi z mordercami i terrorystami, a tych,
którzy brali to gówno, nazywał po prostu samobójcami, czasami
niedoszłymi, ale jednak samobójcami – ludźmi, którzy nie
szanowali siebie, swojego życia i życia swych bliskich. Nie wnikał
w powody, choć nie wątpił, że i takie były, bo w każdym
działaniu człowieka dostrzegał: powód, sposób i skutek.
Piotr
wszedł do niewielkiego przedpokoju, gdzie na dwóch wieszakach
przybitych do ściany, z trudem upchnięte były kurtki, płaszcze,
bluzy, szaliczki, arafatki, apaszki i inne tego typu rzeczy. Potknął
się o kilka par obuwia damskiego, które rozrzucone było po
korytarzu. W kuchni było bardzo podobnie, z tym wyjątkiem, że do
ścian przytwierdzone były aluminiowe, wąskie rurki, a na nich
wisiały przyprawy i akcesoria do gotowania, natomiast po podłodze
walały się puste butelki po napojach bezalkoholowych, opakowania po
niezdrowym jedzeniu, także po pizzy, oraz psie i kocie zabawki.
–
Czysto
jak zawsze – skomentował nieco złośliwie.
–
Dać
panu białą rękawiczkę, panie perfekcyjna pani domu?
–
Nie,
dlaczego? Przecież ja nic nie mówię. – Odłożył torbę z
zakupami na zawalony niezmytymi naczyniami i sztućcami blat.
Uśmiechnął się cynicznie. – Powykładałbym, ale tak jakby...
nie mam gdzie – rzucił kolejnym komentarzem.
–
Jeszcze
słowo i cię wyproszę – zagroziła, a taki mały kajtek, który
zdaniem Szmita był skrzyżowaniem Pekińczyka i szczotki do
zamiatania dywanów zaczął na niego ujadać, stając przy nodze
właścicielki.
–
Tylko
mnie nie połknij w całości – przemówił do psa i chciał
podejść do Sandry, ale zwierzak zaczął na niego warczeć i już
zamierzał się na jego nogawki.
Piotrek
cofnął się więc o dwa kroki, odnalazł w zakupach parówki,
rozerwał siatkę, w której się znajdowały i ułamał jedną na
pół. Rzucił nią psu pod łapy. Wtedy czworonóg, przestał
zwracać na niego uwagę, a on mógł podejść do Sandry i wziąć
ją w objęcia, wpić się zachłannie w jej szyję i wyszeptać
wprost do ucha:
–
Przekupny
ten twój kundel.
–
Ma
na imię Lord.
Szmit
pomimo że wiedział już wcześniej jak wabi się pupil brunetki,
zawsze reagował tak samo, gdy je słyszał, czyli śmiechem. Sandra
i tym razem wyczuła, że nabija się z jej syneczka, dlatego
trzepnęła go otwartą dłonią w ramie, a następnie w klatkę
piersiową.
–
Po
co tak właściwie przyszedłeś? – zapytała wymijając szatyna i
wypakowując niektóre rzeczy do lodówki.
Piotrek
usiadł na jednym z taboretów, nieopodal starego, drewnianego,
niewielkiego stołu. Przyglądał się nowym meblom, niedrogim,
będących jednym z gotowych już zestawów. Sandra właśnie miała
zamiar wrzucić paczkę biszkoptów na jedną z wyższych półek,
ale zaraz po otwarciu drzwiczek cała zawartość tej właśnie
szafki wyleciała na blat, a stamtąd stoczyła się na podłogę.
Szmit z początku chciał udać, że tego nie zauważa, nawet
odwrócił wzrok i zaczął pogwizdywać, ale w końcu zapytał:
–
Kiedy
tu w końcu posprzątasz?
–
Jak
znajdę czas – odwarknęła. – Wybacz, ale pracuję na dwa etaty
i pomimo tego, nie stać mnie na sprzątaczkę.
– A
sama nie możesz...
–
Nie
mam kiedy – przypomniała. – I mam za dużo zmartwień, by się
przejmować takimi głupotami. Poza tym nawet jak posprzątam, to
czysto jest maksymalnie przez dwa dni, potem znowu szukam wszystkiego
w biegu, nie mam czasu zmyć na bieżąco i znowu jest bałagan. Z
resztą, jak się nie podoba, to wynajmuj hotel na nasze schadzki,
albo zabieraj mnie do siebie, przecież twojej żony i tak wiecznie
nie ma. Pewnie nawet by nie zauważyła, gdybyśmy się pierdolili
pod jej nieobecność w jej kurewsko drogim łóżku. Przepraszam
jeśli uraziłam, ale kurwa pierwszy zacząłeś – zakończyła
monolog i zaczęła na powrót zebrane z podłogi rzeczy upychać w
szafce, z której wypadły.
–
Zostaw
– warknął i wstał na równe nogi. – Ja to zrobię –
zaoferował przytrzymując otwarte drzwi prawą dłonią.
–
Świetnie
– zgodziła się. – W takim razie ja w tym czasie wezmę
prysznic. Jakbyś jeszcze mógł coś ugotować, to... byłabym w
raju. – Oddaliła się czym prędzej z pomieszczenia wyglądającego
teraz jak po przejściu tornada i trzęsienia ziemi jednocześnie,
myśląc iż brakowało tam jeszcze tylko powodzi, spowodowanej na
przykład uszkodzonymi rurami, weszła do łazienki. – Byleby mu
się nie odwidziało, byleby mu się nie odwidziało – szeptała
sama do siebie zrzucając za dużą o dwa numery koszule i zsuwając
wąskie, obcisłe dżinsy z pupy.
Sandra
przystawiła ucho do drzwi, ale nie słyszała kroków za drzwiami
łazienki. Ucieszyła się, bo to znaczyło, że Piotrek zamiast
podążyć za nią, naprawdę zabrał się za sprzątanie.
–
Będę
miała czysto – powiedziała ucieszona i omijając puste opakowanie
po szamponie i kilka rzeczy, które wysypywały się z przewalonego
kosza na pranie, w końcu dotarła do brodzika, którego kabina się
nie domykała i w kilku miejscach była pęknięta. – Ciekawe czy
resztę mieszkania też mi posprząta? – pytała, spoglądając w
górę, na słuchawkę od prysznica zawieszoną na specjalnej rączce.
Ustawiła temperaturę wody i pozbywając się bielizny, wkroczyła
pod ciepły strumień.
Kiedy
Sandra wyszła z łazienki, otulona ciepłą, męską bluzą na
zamek, która jej sięgała niemal do kolan, to Piotrek właśnie
kończył gotować pierogi i podsmażać cebulkę z kiełbaską, by
móc je tym dodatkiem doprawić. Brunetka była zdumiona, że udało
mu się względnie ogarnąć kuchnie w tak krótkim czasie. Podwijała
rękawy brązowej bluzy z kapturem i słuchała jak Szmit dyskutuje z
małym kociakiem, stojącym na blacie i chlipiącym mleko. Właściwie
to mężczyzna nie dyskutował, a prowadził monolog, pod tytułem
Przyjemniej jeść z czystego spodka.
–
Obrabiasz
mi dupę – oburzyła się Sandra, czym wprawiła Piotra w szczere
rozbawienie. – Jeszcze pod moją córcią tak nieładnie mnie
obgadujesz.
–
Pociesz
się myślą, że przynajmniej ona nie powtórzy tego dalej. No
chyba, że rozpowie kotom w okolicy. – Westchnął znacząco i
spojrzał na swoje ubranie, które musiał przyznać na młodym,
kobiecym ciele prezentowało się znacznie lepiej niż na nim. –
Szukałem tej bluzy ostatnio przed kilka dni i...
–
Nie
wziąłeś jej ostatnio. Nie mów tylko, że twoja ulubiona, bo i tak
nie oddam. Robi mi za szlafrok – wyjaśniła z prędkością
katarynki, a potem zajęła miejsce przy stole. – Pan już poda ten
obiad – zażądała.
–
Jeśli
sobie znajdziesz kiedyś męża, to... – nagle zamilkł, bo tak
naprawdę to nie wiedział co on sam wtedy pocznie.
–
To
co? Będziesz mu składał kondolencje, gdy już odeśle mnie do
trumny, czy będziesz mu stawiał nagrobek, ze świadomością, że
po kilku miesiącach spędzonych ze mną, strzeli sobie kulkę w łeb?
Szmit
przewrócił oczami, zdjął z suszarki czyste, nie do końca
obeschnięte talerze i zaczął na nie nakładać ekspresowo
przygotowane danie.
–
Tak
właściwie to nie masz się co martwić moim przyszłym mężem.
Nigdy nie będę takowego mieć.
–
Dlaczego?
– zapytał stawiając przed nią obiad, a potem zajmując miejsce
naprzeciwko. – Nigdy nie chciałaś założyć rodziny.
–
Rodzinę
może i myślałam, ale bez faceta, a potem to już nawet dzieci mi
się odechciało mieć.
– A
cóż ci dzieci zrobiły?
–
Małe,
wrzeszczące, srające, jedzące, nie dające przespać nocy, ani za
dnia odetchnąć, a gdy już dorośnie to zazwyczaj jest
niewdzięczne. Nie widzę dobrych stron macierzyństwa. Może to i
fajne, ale nie dla mnie.
– I
tak się zdarza. Lepiej mieć tego świadomość i nikogo nie
krzywdzić, niż najpierw zrobić, a potem wychowywać na fochu i
żalem.
–
No
dokładnie.
–
No
widzisz, ja się na ojca nie nadaje, nigdy nie chciałem nim być, a
Magda miała córkę, więc...
–
Ty
akurat bredzisz. Jesteś ojcem w dechę. Nie zaniżaj swojej
samooceny, tylko przez to, że nie zawsze jest super. Nigdy i w
niczym nie może być ciągle super.
–
Dziś
powiedziałem nastolatce by poszła szukać swojego biologicznego
tatusia, więc...
–
Dlaczego
tak powiedziałeś? – przerwała. – Nie wierzę byś rzucił
takim hasłem bez powodu, ot tak, przy oglądaniu wspólnie
telewizji.
–
Uznała,
że nie mam prawa jej mówić co ma robić, bo...
–
...nie
jesteś jej ojcem? – dokończyła.
Szmit
przytaknął.
–
No
to sama jest sobie winna. Korona jej z głowy nie spadnie od kilku
gorzkich słów. Takie jest życie i jak komuś ciśnie, powinna się
liczyć z tym, że i ktoś pociśnie jej, a nie że będzie słuchał
jej niedorzecznych pretensji i z dupy wziętych argumentów bez
choćby jednego słowa protestu.
–
Jaka
ty jesteś cholernie krytyczna – skomentował.
–
No
bo fakt faktem, że niektórym gówniarzom to się w głowach
poprzewracało. Niektórzy rodzice sobie wypruwają żyły, a taki
ani za grosz szacunku, ani słowa dziękuję, tylko daj, daj, chce,
muszę mieć i w dupie cię mam. Oni naprawdę myślą, że taki
niewychowany, rozpuszczony bachor zaopiekuje się nimi na starość?
Nawet do domu opieki ich nie odtransportuje i taka babcinka i
staruszek to będą musieli dorobek całego swojego życia
gówniarzowi zostawić, a co się da, to będą przetransportowywać
tymi swoimi balkonikami, przy których zapewne będą już chodzić,
bo się żylaków nabawią od tych wypruwania żył dla
niewdzięcznego smarka. – Zagryzła swoją wypowiedź kawałkiem
pieroga, przemieliła i kontynuowała. – Ja się w ogóle dziwię,
żeś ty tak spokojnie zareagował. Bo gdybym na przykład ja chowała
cudze dziecko, kochała jak własne, starała się dla niego, by
miało jak najlepiej, a takie by mi wyjechało nagle z tekstem zero
szacunkowym nie jesteś moją matką, to jakbym w pysk
przyłożyła, to aż by się gówniarz odwrócił o dziewięćdziesiąt
stopni co najmniej.
–
Nie
poprę twojego zdania na temat wychowywania dzieci.
–
Kiedy
ja nie o wychowywaniu teraz mówiłam, a o normalnej reakcji. Jak się
kogoś naprawdę wkurzy, zrani, wbije mu nóż w plecy, to trzeba się
liczyć z tym, że taki ktoś odda. A w temacie wychowania, to nie
przemawia do mnie ten nowoczesny model i innowacyjny pomysł. Jestem
zdania, że jakbyś tej swojej Kaśce, dobrze pamiętam, że Kaśce?
–
Tak.
–
Jakbyś
jej od wielkiego dzwonu, raz na ruski rok przyłożył, to też by do
ciebie miała więcej szacunku, a tak to ci skacze po głowie, bo
wie, że można. Bo co straszny szlaban na wychodzenie z domu, gdy
się ma w tym domu najnowszą Play Station, a do tego komputer z
internetem?
–
Jestem
przeciwny stosowaniu przemocy wobec dzieci, wobec w ogóle
kogokolwiek jej stosowaniu.
–
No
więc się męczysz z pyskatą nastolatką, poniekąd na własne
życzenie.
–
Czy
ty wszystko musisz tak upraszczać?
–
Łatwiej
mi z tym żyć. Mam swoje poglądy, swoje teorie i jestem odporna na
modne teorie psychologów, które poparte są tym co widzę na
ulicach i za oknem. Tupiące, wrzeszczące bachory.
–
Byłem
przed twoim oknem, chodziłem godzinę po twoim podwórku i nie
widziałem ani jednego tupiącego dziecka, w ogóle żadnego dziecka
nie widziałem.
–
Bo
rodzice chuchają i dmuchają, i za rączkę prowadzą, a potem są
takie ciapciaki, co sobie poradzić nie potrafią. Przepraszam, że
to mówię, ale te dzieci teraz to są tak głupie, że ja tego
rozumem nie ogarniam. Mnie nikt do szkoły nie prowadził, gdy już
byłam w drugiej klasie i żyję.
–
Ja
jeździłem rowerem – wspomniał Piotrek.
– I
też żyjesz. Po ciastka się chodziło samemu do sklepu, rano po
bułki i chleb...
–
Po
chleb też jeździłem rowerem.
–
Bo
ty wieśniak jesteś, ja miałam sklep po drugiej stronie, od wyjścia
z klatki, to sobie mogłam spacerkiem drylować.
–
No
ja miałem pół kilometra.
–
To
przynajmniej miałeś poranną gimnastykę, ale reasumując teraz
wyślij siedmiolatka samego do sklepu, to nie dość, że cię
obgadają, że dzieciaka puszczasz samopas i się nie zajmujesz
należycie, to jeszcze taki zapewne sam nie pójdzie bo zacznie
stękolić ja z mamusią. To kolejny powód, przez który
zrezygnowałam z bycia matką, bo nie godzę się z takim modelem
wychowawczym, a za mój własny, to by mnie pewnie zamknęli albo
dzieciaka odebrali, za to że gówniarz puszczony samopas, jeszcze
klepany średnio raz na miesiąc. Nie godzę się urodzić dziecka,
gdzie za mnie będzie państwo decydować jak mam żyć i jak je
wychowywać. Dlaczego to posłowie i ci ustalający prawo mają mi
mówić co ja mogę a czego nie mogę, jakby oni to dziecko urodzili
i opłacili jego edukacje, jedzenie i odzienie? Państwo gówno daje
samotnym matką, zresztą pełnym rodzinom też, a najwięcej chce
się wpierdalać.
–
Czyli
twoim zdaniem ma państwo i jego obywatele przymykać oczy na krzywdę
dzieci?
–
Jaką
krzywdę, Piotr? Jasne, że jak ktoś katuje dzieciaka, nie dba, nie
gotuje, nie interesuje się, to trzeba zainterweniować, ale już nie
róbmy z igieł wideł. Kilkulatek jeżdżący sam autobusem do
szkoły, to nie to samo co kilkulatek wsadzony w pociąg i wysłany
na drugi koniec polski do cioci na święta, a kilka klapsów czy
lanie pasem od czasu do czasu, to nie jest regularne znęcanie się,
bicie po czym popadnie, zastraszanie i bóg wie co jeszcze. Wszystko
z użyciem zdrowego rozsądku, z wyczuciem po prostu.
–
Rozsądek
bardzo łatwo zatracić, a wyczucie... ty czujesz jednak inaczej niż
taki mały berbeć...
–
Spójrz
mi w oczy i powiedz, że nigdy w życiu nie oberwałeś?
–
Oberwałem
– przyznał z uśmiechem zażenowania na twarzy.
– I
żyjesz, ja też dostałam z pięć razy w życiu i też żyje i żalu
nie mam. Ty masz?
–
Nie,
ale jak ja uderzyłem dziecko, to jednak żal do samego siebie miałem
i wyrzuty sumienia mam z tego powodu do dziś.
–
Bo
ty pizda jesteś... przepraszam – dodała szybko. – Za miękki po
prostu jesteś.
–
Jestem
za miękki, bo nie biję kobiet i dzieci?
– O
kobietach nie było ni słowa, choć jak już tak o tym, to Magdzie
byś mógł. Nie poparłabym cię, ale wcale by mi jej szkoda nie
było.
Szmit
chcąc, nie chcąc się zaśmiał.
–
Ty
masz Piotruś, po prostu za dobre serduszko i za dużo ludzi to
wykorzystuje.
– A
ty?
– A
ja mam serce z kamienia. Przynajmniej tak uważa mój brat.
–
Brat?
Ty masz w ogóle brata?
–
No,
ten typek, co kiedyś tu przyszedłeś, jak on do mnie się rzucał i
go wystawiłeś za drzwi, po dwóch szybkich z pięści. Naprawdę
nie pamiętasz? – zapytała kończąc obiad.
Piotrek
już dawno zjadł, gdyż miał na to dużo czasu, bo gdy Sandra się
rozgadała, to nic nie było w stanie jej przerwać, więc on nawet
nie musiał za często się wtrącać, ani za dużo odpowiadać. Mógł
więc w spokoju lub raczej w asyście jej jazgotania konsumować.
Teraz Szmit dokładnie sobie przypomniał kogo wywalił z mieszkania
Sandry jakieś dwa miesiące temu, był to człowiek, którego minął
w parku, ojciec Antka, chłopak Kornelii.
– A
ty wiesz, że twój brat jest z moją uczennicą?
–
Wiem,
dzieciaka jej machnął. Nie, nie pochwalił mi się. Życzliwe głosy
mi doniosły, choć szczerze... koło dupy mnie to lata. Nie mój
pieluszkowiec, nie moje zmartwienie. – Wzruszyła ramionami.
–
Jednak
bratanek – syknął szatyn.
–
Jaki
tam bratanek? Przecież Mateusz to bękart mojego ojca. Moja matka go
nie urodziła. Jest wynikiem zdrady, tak więc... może gdybym miała
z nim kontakt, to mielibyśmy jakieś relacje, ale ojciec skutecznie
mnie odsunął od swojej nowej rodziny, zaniżał dochody, nie chciał
płacić alimentów, a matkę niszczył psychicznie na każdym kroku,
nawet gdy już byli po rozwodzie, właśnie przede wszystkim wtedy.
Nie będę pałać miłością do dziecka, które powstało ze spermy
faceta, który miał mnie w dupie, no i na dodatek na świat Matiego
wypluła dziwka, która dobrała się do rozporka żonatego.
– A
ty co robisz? Coś innego? Też jestem żonaty – warknął i
spojrzał na nią takim przepełnionym gniewem wzrokiem jak nigdy
wcześniej.
–
Jasne,
że tak, robię coś innego. Ja nie zabieram Magdzie męża, ani
Kaśce ojca. Ja cię nie chcę człowieku, bo nie chcę związku.
Fajnie, że wpadasz, możemy się pieprzyć, oglądać razem filmy,
rozmawiać, wygłupiać, ale nic poza tym. Ja nikomu nie powiem o
nas, a ty mam nadzieję, że nas skrupulatnie ukryjesz, by nie
skrzywdzić swojej kobiety i córki. Nie zrozum mnie źle, bo ja cię
naprawdę lubię, jesteś mi bliski i zależy mi na tobie, ale jak na
przyjacielu, jak na facecie, z którym fajnie spędzić czas, ale nic
na stałe i nie wrobię cię w dziecko, i nie będę oczekiwała, że
zostawisz swoją rodzinę, tylko po to by założyć nową.
–
Tego
nie możesz być pewna.
–
Jak
to nie?
– A
jak wpadniemy. Żadna antykoncepcja nie jest...
–
To i
tak nie będę oczekiwała, że rzucisz swój poukładany świat, by
układać kolejny ze mną.
–
Usuniesz?
–
Urodzę
i wychowam sama, dopóki mi nie zabiorą – oznajmiła, czym znowu
wprawiła Szmita w rozbawienie. – Będę liczyła na twoją pomoc,
finansową i przyjeżdżanie do dziecka, ale...
–
Oczekiwałabyś
ode mnie, że będę żył na dwa domy.
–
Nie.
Nie wiem. Jakbyś chciał się odciąć, to byś się odciął. Nie
zatrzymywałabym cię siłą i nie ciągała po sądach. Ojcowie,
którzy są zmuszani przez sąd do utrzymywania własnych dzieci, to
dla mnie śmieci, które w dodatku potem widzą w tym dziecku tylko
koszty i same straty, oczywiście finansowe.
–
Tak
jak twój ojciec? – postanowił dopytać.
–
Między
innymi. Nie widziałam gnoja ładnych kilka lat, a wcześniej jak
zdarzyło nam się minąć na ulicy, to udawaliśmy, że się nie
znamy, a nagle staje mi jego synalek w drzwiach i mi mówi, że mam
iść się przebadać.
–
Przebadać?
– Szmit wyraźnie odczuł jakby stracił wątek. Kompletnie nie
wiedział o czym Sandra mówi teraz.
–
Stary
skurwiel ma raka, potrzebuje dawcy, a ja z racji...
–
Tak,
tak, genetyka. Możesz być dawcą?
–
Nie
wiem. – Wzruszyła ramionami. – Nie przebadałam się i nie mam w
planach tego robić. Nie po drodze mi do szpitala.
–
Będziesz
umiała żyć z jego śmiercią na sumieniu?
– A
on umiał żyć, bawić się i jeść, gdy matka i ja nie miałyśmy
co włożyć do garnka. Nie umiera dobry człowiek i uwierz, prędzej
ocaliłabym samego Hitlera, gdybym mogła, niż podała mojemu ojcu
choćby szklankę wody.
–
No
ale jednak... mi nie chodzi o niego, chodzi mi o ciebie, twoje
sumienie i twoje psychiczne zdrowie.
–
Jestem
zdrowa psychicznie i mam sumienie, naprawdę mam. Jakbym mogła pomóc
jakiemuś dziecku, dać głodnemu... jasne, czemu nie, ale nie jemu i
nie złemu człowiekowi.
–
Chcesz
wybierać kto ma prawo żyć, a kto nie? – Zniesmaczył się na
samą myśl, iż odpowiedź może być twierdząca.
–
Nie,
to Bóg, czy ktoś tam inny, los, czy coś, go wybrał, a nie ja.
Poza tym dlaczego miałabym mieć wyrzuty sumienia? Czy ja mu śmierci
życzyłam, albo go tym rakiem zaraziłam? Nie, więc nie poczuję
się winna, gdy go w pudle zamkną i ziemią zasypią. – Zabrała
talerze i wrzuciła do zlewozmywaka. Nawet zabrała się już za
zmywanie. – Zamilkłeś i pobladłeś – zauważyła zerkając na
swojego kochanka.
–
Bo
nigdy się po tobie nie spodziewałem...
–
Serca
z kamienia? – dokończyła. – Być może kamień, ale bije dla
tych co trzeba, dla tych co na to zasługują. Nie martw się, tobie
to bym nawet nerkę oddała. – Uśmiechnęła się do szatyna i
puściła oczko w jego stronę. – Zrobię ci laskę życia.
Posprzątałeś mi kuchnie.
–
Nie
posprzątałem po to byś... – zawiesił się na krótki moment. –
No ale nie odmówię – dodał po krótkim, ale niezwykle dogłębnym
zastanowieniu.
Piotr
wstał, podszedł do Sandry, objął ją od tyłu, a potem zabrał
talerz i gąbkę z jej dłoni. Całując ją po szyi dawał do
zrozumienia, że przecież może dokończyć później, a teraz
powinna zająć się gościem, bo to niegościnne, wykonywać pracę
domowe podczas wizyty kogoś takiego jak on.
Szybko
odwrócił brunetkę przodem do siebie, uniósł i posadził na
wąskim parapecie. Zaczął rozpinać swoją bluzę, którą ona tego
dnia miała na sobie i wsuwać dwa palce do jej kobiecości,
jednocześnie obcałowując je ciało – szyję, dekolt, biust...
wyraźnie zmierzał ku dołowi, by móc zarzucić jej nogi na swoje
barki i zatopić usta w najbardziej intymnym miejscu, a potem trącać
językiem, ssać, lizać i obcałowywać.
Witaj:) Moim zdaniem Sandra, wbrew temu co mówi, wcale nie ma serca z kamienia. Na pewno reaguje emocjonalnie, a przynajmniej mówi o tym jakie byłyby jej reakcji w określonych sytuacjach (jak ta z Kaśką - „to jakbym w pysk przyłożyła, to aż by się gówniarz odwrócił o dziewięćdziesiąt stopni co najmniej.") ale tak naprawdę, to nie wiadomo co cy zrobiła. Piotr niby nie popiera jej zdania na temat wychowywania dzieci i bicia, ale sam przylał Kaśce jak była mała. Mateusza też „wyprosił" w dość brutalny sposób. Próbuję jakoś analizować ten tekst i w sumie wydaje mi się, że oboje mają podobne zadnie na pewne sprawy. Wychowywali się w czasach, kiedy nie było komputerów, internetu i jedyną rozrywką była jazda na rowerze i zabawy z innymi dzieciakami na podwórku (hmmm... piękne czasy... też to pamiętam), kiedy dzieci były bardziej samodzielne i nikt na nie nie chuchał, a gdy się nabroiło matka, albo ojciec lali po tyłkach (oj! czasem bolało) i ta metoda w większości przypadków przynosiła efekty. Niestety czasy się zmieniają, metody wychowawcze również. Rodzice gonią za każdym groszem, a wujek Google wychowuje dzieciaki. Rosną więc następne pokolenia, pozbawionych empatii egoistów, którzy uważają, że wszytko im się należy, ot tak.
OdpowiedzUsuńJestem w stanie zrozumieć stosunek Sandry do ojca, zwłaszcza po tym jak ją opuścił, a na ulicy udawał, że jej nie poznaje. Ona uważa, że on po prostu sobie nie zasłużył na to, żeby teraz mu pomogła. Niby biologiczny ojciec, a jednak to ktoś zupełnie obcy - dawca plemnika, jak to ująłeś w poprzednim rozdziale. Sytuacja odwrotna do tej, w jakiej znajduje się Piotr.
Podoba mi się to zdanie - „Być może kamień, ale bije dla tych co trzeba, dla tych co na to zasługują" - oddaje całą naturę Sandry :)
Wrzuciłeś w tym rozdziale tak dużo różnych zagadnień, że trudno mi się do wszystkich odnieść. Musiałabym pisać jeszcze 3 godziny, a nie mam czasu.
No i wyjaśniła się sprawa z Mateuszem. Teraz czekam, co będzie dalej.
No i na koniec... jak wiadomo, sex jest najlepszym lekarstwem na wszystko :D Mam tylko nadzieję, że nie wypadli przez to okno!
Pozdrawiam,
Lamia
No i jest Sandra :D
OdpowiedzUsuńMuszę powiedzieć, że zgadzam się z Piotrkiem. Ja też będąc dzieckiem całe dnie spędzałam na dworze bez względu na pogodę, chłody i głody. Po prostu była chmara dzieciaków, wszyscy się razem bawili i nikt nie oskarżał rodziców, że zaniedbują dziecko, bo ono całymi dniami biega na zewnątrz. Do dzisiaj pamiętam jak moja mama otwierała okno w kuchni, wołała mnie do domu, a ja z taką złością krzyczałam: "Jeszcze pół godziny, mamo!" a potem i tak siedziało się przed blokiem do później nocy i dostawało burę od rodziców za nieposłuszeństwo :D Piotrek ma rację odnośnie dilerów i tych, którzy biorą, w pewnym sensie to jest takie błędne koło, ale z drugiej strony, w dzisiejszych czasach ćpanie, chlanie i palenie różnych dziwnych rzeczy jest równie normalne i popularne co chodzenie do pracy. Po prostu ten świat stanął na głowie i potrzeba by porządnej bomby żeby to wszystko przywróć do normalności.
Sandra - chyba zostanie moją ulubioną postacią <3 Ma bardzo podobne podejście do mnie. Co prawda ja nie zamierzam rezygnować z macierzyństwa, ale również uważam, że klaps czy dwa nigdy nikogo nie zabił. Kiedyś dzieci dostawały regularnie, nawet od nauczyciela i nikt z tego afery nie robił. Ja nie mówię o bydlakach, którzy katują swoje rodziny, każdego dnia leją bliskich do nieprzytomności, ale przecież żaden klaps w tyłek nigdy nikogo nie zabił. Ja też dostawałam, może nie było to jakoś super często i gęsto, ale zdarzały się dni kiedy dostałam pasem. I szczerze dzisiaj nie mam o to żalu, nie odczuwam też żadnego urazu psychicznego. Zgadzam się z Sandrusią - trzeba mieć wyczucie i wiedzieć na co i kiedy można sobie pozwolić ;)
"Jak się kogoś naprawdę wkurzy, zrani, wbije mu nóż w plecy, to trzeba się liczyć z tym, że taki ktoś odda." -> cudowne zdanie. Po prostu takie... życiowe. Co prawda zdarzają się osoby, które wolą przemilczeć, spuścić i głowę i dawać sobą pomiatać, ale ja, podobnie do Sandry bym oddała. Może to efekt przeżyć, może wychowania, ale również bym oddała (nie mówię tutaj o biciu, ale o samej konieczności oddania tego zła, które sama dostałam).
Sandra pomimo tego, że niby jest zimną suką, to potrafi być lojalna, wierna i pełna przyjaźni. Wie czego może oczekiwać zarówno od Piotra jak i od życia i tego się trzyma. Nie wymaga niczego ponad, nie chce związków, niszczenia rodzin i budowania nowych. Ona po prostu ma swoje zasady, swoje poglądy, trzyma się ich i jest w tych odczuciach bardzo stała. W tym rozdziale bardzo mi się podobała i polubiłam ją. Chciałabym aby została taką postacią, z takim charakterem i takimi poglądami :) Po prostu dla mnie jest idealna.
P.S Piesek i kotek jako dzieci <3 Od razu wyczułam, że mówiąc o syneczku oraz córeczce mówi o zwierzakach.
P.S2 Nie wiem jak zachowałabym się na miejscu Sandry odnośnie jej ojca. Na pewno nie jest jej łatwo z takimi a nie innymi wspomnieniami o ojcu, ale skoro człowiek umiera... Na prawdę nie umiem sobie tego wyobrazić. Jakąkolwiek jednak decyzję podejmie, mam nadzieję, że będzie dla niej jak najbardziej odpowiednia.
Pozdrawiam! ;*
Ha, ha, syneczek i córeczka, piesek i kotek pozwalają Sandrze wykorzystać instynkt opiekuńczy i macierzyński. Ona twierdzi, że ma serce z kamienia, chce pokazać, że twarda z niej kobieta, że nie bawi się w sentymenty, ale wydaje mi się, że to taka jej poza. Myślę, że Sandra wytworzyła wokół siebie taki mur, który ma ją ochronić przed zranieniem. Pomimo, że już dawno dorosła, to nadal tkwi w niej żal do ojca, że zostawił ją i jej matkę, a stworzył nową rodzinę z kochanką. Nie dziwię, że ma żal, każdy by miał, ale Mateusz nie jest niczemu winien, jak to się mówi, sam na świat się nie prosił. Wyjaśniło się skąd Mati i Piotr się znają. Nie wiem, jakbym postąpiła na miejscu Sandry, ona odmówiła ojcu pomocy i sama siebie utwierdza w tym, że podjęła słuszną decyzję, a ja sama nie wiem, chciałabym wierzyć, że potrafiłabym odsunąć żal i pretensje i pomóc, chociaż spróbować, dla spokoju własnego sumienia. Mam tylko nadzieję, że Sandra podjęła słuszną decyzję i nie będzie miała wyrzutów sumienia.
OdpowiedzUsuńJa nie zgodzę się z Sandrą, że bicie dzieci jest w porządku, dla mnie nie jest, to tylko wyraz frustracji i bezsilności dorosłych w stosunku do dziecka. Chociaż muszę przyznać też rację, że od jednego, czy dwóch klapsów dziecko nie umrze, tylko nie do końca byłabym pewna tego umiaru, bo gdzieś w końcu może zatracić się ta granica, możemy mieć gorszy dzień i za mocno takiemu dziecku przyłożyć i co wtedy?
Sandra nienawidzi ojca i ta nienawiść przeniosła się na Mateusza i jego matkę, bo dziwka dobrała się do rozporka żonatego, ale ona też sypia z żonatym, to nie jest do końca tak, że jest niewinna, bo ona wcale nie chce odebrać Magdalenie męża, a Kaśce ojca. Co z tego, że ona tylko z nim sypia, a nie chce go na stałe, ona w pewien sposób też rozbija rodzinę, bo jak Magda się dowie, że jest zdradzana to zapewne będzie się chciała rozstać z Piotrem, a powodem tego będzie zdrada, właśnie to, że Sandra dobrała się do rozporka jej męża. Oczywiście nie można tylko Sandry za to winić, bo Piotr też ma w tym swój udział, a także i Magdalena po części, bo zaniedbuje męża.
Sandra mnie rozbawiła, tym jak cieszyła się, że będzie miała posprzątane, bo Piotrek to za nią wszystko odwali, tak mała rzecz, a tak cieszy, do tego stopnia, że mu laskę roku zrobi, ha ha. Zgadzam się z Lamią, seks jest najlepszym lekarstwem na wszystko.
UsuńW obecnych czasach ćpanie i chlanie stało się dla niektórych normalnością, codziennością i tak jak napisała Mała Migotka świat stanął na głowie i potrzeba by naprawdę jakiejś bomby, żeby wszystko wróciło do normy. Piotrek ma rację, że winni są i ci co biorą i ci co dilują, bo jakby nie było tych pierwszych, to ci drudzy nie mieli bo odbiorców.
Piotrek zamiast porozmawiać z Magdaleną na temat zachowania Kaśki to poszedł żalić się do kochanki. Nagadał Kaśce, żeby poszła szukać prawdziwego ojca, a teraz ma wyrzuty sumienia, myślę, że niesłusznie, bo smarkuli się należało kilka gorzkich słów. Sandra twierdzi, że ona za takie zachowanie to by taką córeczkę strzeliła, ale tak naprawdę, to nie wiadomo do końca jakby postąpiła, bo łatwo ferować wyroki, kiedy nie jesteśmy w takiej sytuacji.
Piotrek pomimo, że rodzice go nie chcieli i oddali babci, to i tak ma całkiem miłe wspomnienia z dzieciństwa. Niezły nicpoń z niego był, ale nic w tym dziwnego, zdrowe i żywe dziecko, wyobraziłam sobie umorusanego chłopca i starszą panią łapiącą się za głowę i krzyczącą skaranie boskie z tym dzieciakiem.
Faktycznie kiedyś były inne czasy, dzieci same chodziły na podwórko i nie były tak niańczone, były bardziej samodzielne, a teraz siedzą przed komputerami , konsolami, a rodzice gonią za forsą, żeby zarobić na te komputery i konsole. Ja byłam takim niańczonym dzieckiem, co prawda rodzice mnie do szkoły nie odprowadzali, ale starsi bracia zostali tym obciążeni, z czego wychodziły nieraz całkiem śmieszne sytuacje, mamy co teraz wspominać. Pomimo niańczenia sama wychodziłam na podwórko i ciągle ginęłam, co do dziś dnia jest mi wypominane przez braci, bo musieli mnie szukać.
Przyszło mi do głowy, że babcia nie wybaczyła Piotrowi, że oddał swojego synka Bartusia, bo w części, kiedy Szmit był u Kornelii w domu i nazwał Antka Bartusiem, było jego wspomnienie starszej pani i skrzyni z zabawkami zamkniętej na kłódkę. Tylko w takim razie co stało się z mamą jego synka?
Napisałaś Bernisiu, że: „W obecnych czasach ćpanie i chlanie stało się dla niektórych normalnością, codziennością i tak jak napisała Mała Migotka świat stanął na głowie i potrzeba by naprawdę jakiejś bomby, żeby wszystko wróciło do normy". Tak się zastanawiam, co należy rozumieć przez "normę"? To co my uważamy za normę byłoby niedopomyślenia jeszcze w czasach naszych dziadków czy pradziadków. Świat idzie naprzód i każde pokolenie uważa, że świat stanął na głowie. Tego się nie powstrzyma. Wydaje mi się, że najważniejsze jest aby w tym wszystkim się nie zatracić i zachować zdrowy rozsądek. Trzeba mieć swój rozum i rozróżnić dobro od zła.
UsuńSandra to żeński odpowiednik Szymona z otchłani szarości z tymi swoimi poglądami, choc jeszcze gorsza, go Szymon jest przynajmniej inteligentny, a Sandra nie do konca w tch autorytarnych osadach szczera. Chodzi o to, ze twierdzi, iż młodzież zada nie wiadomo czego itd, a sama wykorzystuje dobroć Piotra i zachęca go do robienia obiadu i sprzątania.naprawde nie mam pojecia, co on w niej widzi, podejrzewam, ze musi byc zajebista w seksie i robic naprawdę dobre te laski. Mam jednak nadzieje, ze niedługo ją zostawi i nie chodzi tyko o to,że ma zonę. Czekam na cd.
OdpowiedzUsuńTrochę tak, ma zbliżone do niego poglądy, ale Szymon jest znacznie w nich gorszy (o tym dowiesz się czytając). Szymon z Otchłani ma podobne poglądy jak Anka z Otchłani, bo to było konieczne by mogli sobie dysputować na złość Magdzie i Marcinowi ;-)
UsuńUbawiłem się czytając twój komentarz, bo bardzo fajnie, że o Sandrze każdy ma jak na razie inne zdanie. Zobaczymy kto z was zmieni opinię o niej, i czy w ogóle ktoś zmieni.
A o jej decyzji, by nie pomóc ojcu, co sądzisz? Oczywiście nie wiadomo czy może mu pomóc, ale nawet się nie przebadała.
Jejku, czytałam z zapartym tchem. ta wymiana zdań, ha raczej monolog Sandry z jakimiś małymi uwagami Piotra przykuł moją uwagę na dłużej. Sandra to osoba twarda, albo taka, która chce taką zgrywać. Podoba mi się jej charakter, to w jaki sposób postrzega świat. Naprawdę dobrze wykreowana postać według mnie oczywiście ;D Choć nie zgadzam się z jej światopoglądem w 100% (nie potrafię określić na ile, więc takie określenie będzie trafne) to sama postać, jako postać, mnie zaintrygowała. Uśmiechnęłam się nieraz, kiedy głosiła te swoje wywody na przeróżne tematy, zaczynając od rodzicielstwa, po Hitlera i ojca ;)
OdpowiedzUsuńStrasznie to było słodkie, kiedy tak się ucieszyła na propozycję Piotra, że ten jej posprząta w kuchni i ugotuje obiad. Musi jej brakować takiej męskiej ręki w domu, skoro tak się ucieszyła ;)
Pozdrawiam serdecznie!
Zuza
polowanie-na-magie.blogspot.com
I wreszcie znalazłam czas na nadrabianie zaległości :P Szkoła wykańcza, ale nie o tym tu teraz mowa xD Dowiadujemy się teraz nieco więcej o Piotrze. Nie miał łatwo (rodzice mieli go gdzieś) jednak była jedna osoba, która naprawdę kochała tego "nicponia", czyli babcia. Niestety musiał zrobić coś okropnego (co było opisywane wcześniej, czyli albo zabił brata lub nie wiem xD) i tego babcia nie była w stanie mu przebaczyć. Więc również wiadomo skąd Matiego zna Piotr. Jestem bardzo zdziwiona, gdyż na taki pomysł bym nie wpadła :P Nie popieram w pełni metod Sandry, ani tego w jaki sposób odnosi się do swojego ojca, lecz trzeba też ją trochę zrozumieć. Przeżyła ciężki okres w swoim życiu kiedy ojciec zostawił jej matkę i odszedł do innej kobiety, z którą miał syna. Niszczył psychicznie jej matkę i skąpił na alimentach w skutek czego zdarzało im się, że nie miały co zjeść. Ten mężczyzna moim zdaniem jest podłym bydlakiem, który ogląda się to za nowymi kobietami jak żona mu się znudzi. Rozumiem, iż nie chce mu pomóc, ale do Mateusza nie powinna mieć żalu. On nie jest winien tego, że ojciec Sandry wpakował się do łóżka z Matiego matką. Chłopak jest tylko owocem romansu ich rodziców, ale nie jest przecież temu winien, bo nie było go na świecie jak jego matka zabawiała się z ojcem Sandry. Nie stał nad ich łóżkiem i do niczego ich nie namawiał, bo jeszcze wtedy nie istniał więc bez przesady. Najbardziej rozśmieszył mnie fakt, iż "dzieci" Sandry to pies i kot xD
OdpowiedzUsuńCzekam niecierpliwie na kolejny rozdział :)
Pozdrawiam Lex May
Czyżby udało mi się nadrobić zaległości...? Ech... Teraz będę musiała czekać na nowy rozdział ;>
OdpowiedzUsuńTeż to zauważyłam. Gdy byłam dzieckiem, szybko wracałam do domu, jak najszybciej odrabiałam lekcje, by móc wyjść na dwór i siedzieć z kolegami do wieczora, gdy trzeba było wracać do domu... Mieliśmy własne bazy, bawiliśmy się w diabła, rekina, chowanego, łaziliśmy po drzewach.
Dzieci teraz siedzą tylko przed komputerami - i jest to strasznie przykre.
,,Przecież masz kluczę" klucze ;>
Ciekawe, co też zrobił ten Piotr, że babcia nie mogła mu tego wybaczyć?
Dowiadujemy się więcej o przeszłości Piotra. To bardzo dobrze. Zawszę lubiłam zagłębiać się w przeszłość bohaterów ;)
,,Przepraszam jeśli uraziłam, ale kurwa pierwszy zacząłeś" Przepraszam, jeśli ;>
Jakoś nie pałam sympatią do Sandry. Rozumiem, że jest dla Piotra pewnym rodzajem ucieczki - zwraca się do niej, gdy sobie z czymś nie radzi lub inaczej, gdy chce o czymś przestać myśleć.
Czy jest to dobre...?
Trochę się zdziwiłam, że na swoje zwierzaki mówi synek i córeczka... To trochę dziwne XD
Tym razem niestety krótko, bo śpieszę się do teatru ;>
Bardzo przyjemnie czyta mi się to opowiadanie i nie mogę się doczekać następnego rozdziału :>
Pozdrawiam!
nowa-w-hogwarcie.blogspot.com
Oj, początek mam nie miły, bo to do tej pory jedyny jakikolwiek błąd, jaki dostrzegłam podczas czytania ;p "– Przecież masz kluczę –" raczej "klucze", bez ''ę" :D
OdpowiedzUsuńNie spodobała mi się od początku jakoś postać Sandry, pewnie w większości dlatego, że występuje tu jako kochanka Piotra, który przecież ma żonę! No i dziecko, chociaż nie jest biologiczne, to jednak dziecko, które kocha. Spodziewałam się raczej też tego, że Szmit da sobie spokój z Sandrą, skoro z Leną już zaczęło się lepiej układać, a ten jednak musi baraszkować na lewo i prawo z nią, no niech by to szlag, nie podoba mi się to xD Mam nadzieję, że rodzinka się nie rozpadnie, bo bym normalnie chyba wyszła z siebie i stanęła obok.
Ps. Długo nie mogłam ogarnąć, że chodzi o kota i psa XDD
Sandra raczej nie jest taka zimna, myślę że ona tylko gra taką twardą. Nie popieram jej zdania na temat metod wychowawczych, bo uważam że dzieci wynoszą z domu zachowanie. Piotr jest jak na razie fajny choć trochę nie fair w stosunku do żony. Mam nadzieję że on się ogarnie i da sobie z nią spokój.
OdpowiedzUsuń"Przecież masz kluczę – przypomniała trzaskając drzwiami i to dwukrotnie, bo za pierwszym zamek nie zatrybił." klucze
OdpowiedzUsuń"Obrazek miał głębie i optycznie dawał wrażenie jakby można było w niego wejść" głębię
"Sandra i tym razem wyczuła, że nabija się z jej syneczka, dlatego trzepnęła go otwartą dłonią w ramie" ramię
"Państwo gówno daje samotnym matką," matkom
Sandra to postać zdecydowanie skomplikowana, aczkolwiek moje odczucia wobec niej są raczej negatywne, ma w sobie coś, co odrzuca czytelnika, może to rola jaką pełni - zazwyczaj nie lubimy osoby, która jest przyczyną zdrad małżeńskich, i sympatyzujemy z ofiarami, bo przecież one są na tej straconej pozycji, oszukiwane i ośmieszane w pewnym stopniu. Nie mogę zaprzeczyć, że u mnie też tak jest.
Sandra emanuje pewnością siebie, swojego rodzaju stanowczością i chyba wie, czego chce, a czego nie chce od życia. I pojawia się pytanie - czy na pewno? czy nie jest to jednak skrupulatnie utkana zasłona, by nie objawiać przed światem sowich prawdziwych pragnień, które być może siedzą gdzieś głęboko, ale boi się tego, co będzie, gdy zostaną one uzewnętrznione. Być może właśnie tak jest. A być może nie i Sandra naprawdę ma takie usposobienie. Tego jeszcze nie wiemy.
Jedyne, z czym zgadzam się w jej słowach, to częściowo te o wychowaniu i stanowczości w ocenie zachowania Kaśki - myślę niemal tak samo. Co do reszty, musiałabym dłużej pomyśleć i zastanowić się, czy taka obojętność, a czasem wręcz nienawiść do ludzi, nie przynosi z czasem większych szkód niż korzyści. Ale to kwestie sporne, bo każdy na świat patrzy inaczej.
No i już wiemy skąd Piotr zna Mateusza; przyznam, że był to fakt dla mnie zaskakujący, i ciekawi mnie co z tego wyniknie.
Pozdrawiam i weny!
Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że polubie Sandrę. Genialna laska z niej, świetna jest naprawdę i ma mega poglądy, a może tylko mnie się tak wydaje, bo mam podobne XD
OdpowiedzUsuńOgólnie nie dziwię jej się, że nie chcę pomóc ojcu, zresztą co to za ojciec, raczej dawca plemnika, popieram jej decyzję. Oczywiście Piotrusia zdziwiła, bo ten taki dobry, ciepły, z serduszkiem. A jak tam kiedyś przyznał, że jest za równouprawnieniem to normalnie padłam. Chyba niewielu mężczyzn to popiera, chociaż może mnie się tylko tak wydaje, bo otaczają mnie sami tacy co twierdzą, że to głupota.
Miło ze strony Piotra, że posprzątał Sanderce mieszkanie. On mi się momentami taki niewinny wydaje,taki śmieszniutki jak przy tym
,, -Zrobię Ci laske życia
-Nie po to posprzątałem byś... "
Wspomnienia Piotra o pełnych placach zabaw, dzieciach wysiadujących na klatkach schodowych i stanie w gigantycznych kolejkach do najlepszej huśtawki albo najwyższej zjeżdżalni na placu zabaw. Przez moment czułam się jakbym widziała swoje dzieciństwo, niestety te czasy już były i nie powrócą. Teraz dzieci wychowuje się inaczej, bardziej nad nimi roztacza klosz i nawet nie puszcza na podwórka i place zabaw bez opieki dorosłych, a za moich czasów to była norma. Ja też w wieku siedmiu latek zostawałam sama w domu i nie było to niczym dziwnym, ani dla naszej rodziny ani dla sąsiadów, a mnie się podobało. Oglądałam sobie wtedy bajki, albo przychodziła do mnie koleżanka i kolorowałyśmy karteczki z bajek, takie co się je kolekcjonowało - obrysowywałyśmy pisakami brokatowymi linie! To była genialna zabawa na długie godziny, a ile się przy tym nagdałyśmy, nakłóciłyśmy i w ogóle... bezcenne wspomnienia i trochę szkoda mi obecnych dzieci, że przesiedzą dzieciństwo w szkołach, na zajęciach dodatkowych, albo z mamusiami za rączkę, gdy już się gdzieś wybiorą, ewentualnie przed komputerem. Dzisiejszym dzieciom brak swobody, samodzielności i nawet odwagi, są często takie niezdarne, wstydliwe, trzymające się maminych spódnic - widzę takich w pracy, patrząc przez ladę.
OdpowiedzUsuńChoć z Sandrą się nie zgadzam i nie wyznaje jej poglądów, to mi się one podobają. Nie poparłabym jej, ale też nie umiałabym strasznie skrytykować. Jest fajną postacią, dodaje powiewu świeżości. Podoba mi się jej decyzyjność, bałaganiarstwo, zwierzaki i wszystko mi się w niej podoba, choć nadal uważam, że Piotr z nią sobie życia nie ułoży, z Magdą też nie, więc być może istnieje szansa, że z Kornelią, albo może Agnieszką? (patrz jak go swatam).
Wiedziałam, ze Piotra i Mateusza nie łączą żadne geny, czułam to w kościach!
http://takamilosc.blogspot.com/
Gdzieś we wcześniejszych rozdziałach pojawiła się już Sandra, a ja nie pamiętam, jak dokładnie ją oceniłam. Nie wiem, czy na plus, czy na minus, dlatego przypuśćmy, że tamten komentarz nie ma żadnego znaczenia. Bo Sandra pomimo tego, że niektóre z jej poglądów są zbyt prostolinijne, to nie jest złą kobietą. Można odnieść takie wrażenie, kiedy wie się jedynie, że zdaje się z żonatym facetem. Ale na tym nie kończy się cała jej osoba. Ona nikogo nie zdradza. Nie zaniedbuje dzieci, nie udaje kochającej matki i żony. Jeśli chodzi o uczucia, to podejrzewam, ze ciężkie byłoby dla niej okazanie pozytywnych uczuć. Nie wiem, skąd u mnie takie podejrzenie, ale po prostu Sandra nie wydaje mi się kobietą, która widząc dziecko płaczące, bo się przewróciło, podeszłaby do niego, przytuliła i powiedziała: 'Kochanie, wszystko będzie dobrze. Do wesela się zagoi.'. Nie umiem sobie jej wyobrazić w takiej sytuacji ;D Ale to nie znaczy, że jest zła. Zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu.
OdpowiedzUsuńTutaj to Piotr wychodzi na tego złego, bo to on ma żonę i dziecko, które okłamuje. Ale nie będę wygłaszać oklepanych tekstów na temat moralności, bo moralności na tym świecie jest coraz mniej.
Pozdrawiam ;)
Dużo Sandry tutaj mamy. I już wiemy, skąd znają się Mati z Piotrem. Ciekawie się poznali, nie powiem. W każdym razie… Sandra. Taka twarda z niej babka, ma swoje zdanie i już. Myślę, że dziecko dobrze by wychowała. Nie byłoby taką ciapą, faktycznie. Co do technologii… Sama pamiętam swoje dzieciństwo, a nie było to tak dawno, w końcu mam osiemnaście lat. Klasy, państwa miasta, ganiak, chowanego, guma… Inna rzeczywistość, a teraz to co. Moje dwie młodsze siostry mają swoje tablety, a jedna to nawet i własnego laptopa! Jakieś gry nowiusieńkie… Paranoja. Nie ma „mogę pobawić się do 20?”, tylko „mogę być na kompie dłużej?”. Straszne to wszystko, w złym kierunku to idzie.
OdpowiedzUsuńA, co mnie jeszcze ciekawi... Czemu babcia Piotra wyrzuciła?
CM Pattzy
Ciekawą sprawą było spojrzenie na Piotra przez pryzmat jego dzieciństwa. Zmienił się, to pewne, ale nadal ma w sobie coś z młodego chłopaka – poczucie humoru, chociaż to bywa czasami dość specyficzne. Sama kwestia dzieciństwa i tego, jak zmienił się świat, również mi się podobała, tym bardziej, że czasami nad tym ubolewam. Cóż, trudno oceniać co jest dobre, a co nie, ale bez wątpienia wiele się zmieniło; zawsze tak było, jest i będzie. Sama nie raz czuję się oderwana od własnych czasów, bo jak patrzę, jak zachowują się moi rówieśnicy… Ech, dla niektórych szkoda słów.
OdpowiedzUsuńPiotr miał trudne dzieciństwo, pozbawione rodziców, ale za to z kochającą babcią. To również mi się podoba – to, że Twoi bohaterowie są tak różni, doświadczają wielu rożnych sytuacji, podchodzą z odmiennych rodzin. To nadaje całej historii realizmu, który jest tu wręcz wymagany; „Spróbuj” jest o życiu i tyle.
Dlaczego nie jestem zdziwiona tym, że pojechał do Sandry? Czasami zastanawiam się, gdzie to wszystko zmierza, ale to pewnie okaże się czasem. Ma Magdę, ale… Och, no i jaki pedantyczny ;] Z Sandrą bardzo się od siebie różnią, ale chyba właśnie to napędza ten związek – uzupełniają się na swój sposób, chociaż nie ma tu tego uczucia, które łączy Piotra i Lenę.
Sandra ma psa? Sama się ich boję, ale ten chyba akurat jest całkiem uroczy, chociaż… nie lubi Piotra. Albo raczej jest po stronie swojej właścicielki. Swoją drogą, te ich przekomarzania są całkiem ciekawe, nie ma co. No i pan Szmit dał się wykorzystać jako sprzątaczka? :D Przynajmniej miał ciekawego partnera do rozmowy – nie ma jak mały kociak, którego tak łatwo można przekupić mlekiem.
Mam mieszane uczucia co do poglądów Sandry. Po części się zgadzam, zwłaszcza, że jeśli nie chce mieć dzieci, wtedy faktycznie lepiej żeby nie została z matką. To dobre podejście, chociaż tak się zastanawiam, czy kiedyś nie zacznie żałować swojej decyzji. Rodzicielstwo to poświęcenie, które jest tego warte – przynajmniej jeśli ktoś naprawdę tego chce. Niektórzy dla posiadania dziecka zrobiliby wszystko, zwłaszcza kobiety, ale Sandra… Tak więc rozumiem i nie rozumiem za razem. Inaczej jest z kwestią bicia, choć i tu nie przeczę, że nie każda gwałtowna reakcja to przemoc. Po prostu mentalność się zmienił, a ludzie często widzą w zachowaniu innych to, co chcą zobaczyć. Szkoda, że nie raz łatwiej jest zareagować na nawet niewinny klaps niż na prawdziwie patologiczną rodzinę…
Chwilowo próbuję wyjść z szoku, kiedy przeczytałam kim jest Mateusz. Brat Sandry! No to się porobiło, bo zdecydowanie bym nie powiedziała. Co zresztą wyjaśnia, dlaczego wydawał się znać Piotra, skoro ten wyrzucił go z mieszkania kochanki. Najwyraźniej rodzeństwo nie ma zbyt dobrego kontaktu, Sandra chyba ma żal do Mateusza za to, co zrobił ich ojciec… Trudna sytuacja, nie ma co. Poza tym te wzajemne relacje mogą to i owo skomplikować. Jeśli zaś chodzi o ojca Sandry… Może i ja mam serce z kamienia, ale jej reakcję rozumiem, popieram i sama zrobiłabym to samo. Tatuś nagle się znalazł, bo dawcy szuka? Och, ludzie, godności!
A to ci nagroda za sprzątnięcie kuchni… Niech się bawią. ;)
Na koniec dwa błędy, które wpadły mi w oczy:
„– Przecież masz kluczę – przypomniała trzaskając drzwiami i to dwukrotnie, bo za pierwszym zamek nie zatrybił.” Mała literówka; klucze.
„ Z resztą, jak się nie podoba, to wynajmuj hotel na nasze schadzki […]”. Zresztą razem, przynajmniej w tym znaczeniu.
Nessa.
Czyli Piotr też z rodziny patologicznej, no nie ma co ;p A nazywanie zwierząt domowych "syneczkiem" jest tylko obrzydliwe :D No i śmieszy mnie to, że taka osoba daje mu rady w sprawie wychowywania dzieci. Ona jest przeciwko nowoczesnym modelom, no pewnie... bo dać dzieciakowi w mordę jest najłatwiej. Stłamsić, poniżyć i trzymać w ryzach jest łatwo kiedy jeszcze taki gówniarz ci nie podskoczy a potem już go trzyma sam strach. Ale komuś to na dobre wyszło? Nie.
OdpowiedzUsuń"Jestem przeciwny stosowaniu przemocy wobec dzieci, wobec w ogóle kogokolwiek jej stosowaniu." bla bla bla, sam stosował przemoc, kłamca jeden ;p
No i jeszcze dodam, że moim zdaniem jeśli dzieci wyrastają naprawdę na niewdzięczne bachory, to najczęściej jest to wina rodziców, którzy albo właśnie traktowali jak jajko albo w drugą stronę każdy konflikt załatwiali krzykiem i ustawianiem do pionu.
W ogóle wszystko to, co gada ta kobieta jest tak żałosne, że najchętniej bym nią wytarła podłogę haha. Ja wiem, że ona pewnie ma mieć taką kontrowersyjną osobowość, ale nie kryje się za tym niestety żadna mądrość. Swoją drogą - dziecko nie jest własnością rodziców, więc nigdy nie będzie tak, że wprowadzi się totalną samowolkę w wychowywaniu. Poza tym ta jej wiedza to chyba z telewizji się bierze, bo nie słyszałam jeszcze o przypadku, w którym rodzicom odebrano dzieciaka, bo jechał sam autobusem.
Do tego wszystkiego ona jest koszmarną hipokrytką i tutaj akurat rozumiem, że Piotr się wkurzył (chociaż sam jest hipokryta, bo zgrywa świętego, a zwykły z niego zdrajca). Ona uważa, że skoro nie chce związku, to nic nie psuje. Ale to niby zniszczyć małżeństwo można tylko poprzez zaproponowanie związku? Zdrada to nie dość? Zabieranie czasu, który powinien spędzać z rodziną to nie dość?
Taka tam chaotyczna wypowiedź pod wpływem emocji podczas czytania, a tak w ramach podsumowania - dla mnie ta Sandra jest głupia po prostu i wcale nie ma tego serca z kamienia, jedynie stworzyła taką pozę, żeby żyło jej się łatwiej. Bo łatwiej jest udawać, że świat jest przeciwko tobie, a to ty masz zawsze rację. Zgadzam się w kwestii tego, że nie musi ona bynajmniej dawać nic ojcu, który miał ją gdzieś. Ale te jej światopoglądowe wywody były na poziomie podłogi i żal serce ściska, jak się takie coś czyta.
Musisz tylko uważać na błędy, bo kilka razy rzuciły mi się w oczy takie niedopatrzenia
Pozdrawiam!